• Wspomnienia :) -> Zapraszamy wszystkich na CTO 2017
  • Taniec w parach o tej samej płci - Serdecznie zapraszamy!
  • Nasi partnerzy - Zapraszamy do współpracy !!
  • WIEDEŃ 2017 - 3 drużyny z Chillli Katowice przywiozły 3 medale jeden zloty i dwa srebrne!

Pierwsze kroki w tańcu towarzyskim equality

Nadrzędna kategoria: ROOT Opublikowano: poniedziałek, 29, luty 2016

Osobiste wrażenia z zajęć tańca towarzyskiego Chillli w Katowicach 

 

Taniec w Katowicach - nigdy bym nie przypuszczał, że słowo to w przeciągu ostatnich tygodni nie tylko zmieni swoje znaczenie, ale również tak często będzie gościło w moich myślach, skutecznie odsuwając pozostałe sprawy na dalszy plan.
            Taniec. Każdy z nas od dziecka pozytywnie kojarzy ten termin. Zabawy, potańcówki, wesela, kluby, imprezy. Ile tego było w przeciągu całego życia? Nie sposób policzyć!  Ile razy słyszeliśmy, że śmiało możemy konkurować z samym mistrzem parkietu, bądź nawet jesteśmy od niego lepsi? A czy każdy taniec jest taki sam i możemy go odbierać w podobnych kategoriach? Kiedyś może bym powiedział, że tak. Ale dzisiaj śmiało mogę powiedzieć, że nie. Stanowczo nie.
            Taniec towarzyski - poważne słowa, które skłaniają nas do stwierdzenia, że to już na pewno nie będą wygibasy na parkiecie bez składu i ładu. To już zdecydowanie górna półka,  która nadaje szlachetności, obrazuje piękno, podkreśla każdy ruch i krok, zwraca uwagę na detale, wyraz artystyczny i emocje. Na bliskość. Dotyk.
            Pamiętam doskonale dzień, w którym przeczytałem informację, że od września ruszają treningi grupy tańca towarzyskiego equality. Serce biło mi z ekscytacji! Cieszyłem się ogromnie, że kolejny zarys i pomysł Chillli przeszedł płynnie z fazy planowania do realizacji. Gdzieś tam we mnie tliła się iskierka zaciekawienia oraz chęć spróbowania swoich sił na tanecznym parkiecie. Wychodziłem z założenia, że w życiu trzeba spróbować prawie wszystkiego, żeby na starość niczego nie żałować. Jednakże oprócz zainteresowania, ciekawości i ekscytacji do głosu dochodziła również niepewność. Biłem się z myślami - a jeżeli na zajęcia przyjdą jedynie profesjonaliści, którzy taniec mają we krwi od dziecka i zrobię z siebie jedynie pośmiewisko ze swoimi nieudolnymi krokami? A co jeżeli... - takich myśli był cały ogrom. W życiu jednak trzeba podejmować odważne decyzje, dlatego niepewność została schowana do kieszeni i śmiałym krokiem (chciałoby się napisać tanecznym, ale to może za jakiś czas) ruszyłem na pierwsze zajęcia.
            Po przekroczeniu progu sali byłem na pewno...pozytywnie zaskoczony! Nigdy wcześniej nie byłem na profesjonalnej sali tanecznej z lustrami, które obrazują każdy ruch i wychwytują każdy błąd tancerza - trzeba na pewno będzie się do tego przyzwyczaić.  Jednakże nie sama sala zrobiła na mnie największe wrażenie, tylko ludzie. Spodziewałem się raczej kameralnych zajęć, a tutaj pojawiła się większa grupa osób, która z niecierpliwością czekała na rozpoczęcie zajęć. Wyczuć można było atmosferę radosnego oczekiwania, w tle dało się usłyszeć szmer zaciekawionych głosów, każdy rzucał przelotne spojrzenia na nowo przybyłych i prowadzących- kiedy w końcu zaczną się zajęcia!
            Cha-chą zaczęliśmy pierwszą część zajęć. Zanim jednak pojawiły się pierwsze kroki w naszym wykonaniu, poznaliśmy cały zarys prowadzonych zajęć. Dowiedzieliśmy się również trochę o pochodzeniu samego tańca, z którym będziemy mieli do czynienia przez kilka następnych spotkań. Gdy zaczęliśmy ćwiczyć, było.. fantastycznie! Większość osób, która uczestniczyła w zajęciach, nigdy wcześniej nie uczyła się tańczyć cha-chy, co w dużej mierze pozwoliło wszystkim się rozluźnić i cieszyć się tym tańcem. Nasi instruktorzy (jest ich dwóch) wpadli na świetny pomysł, aby zjednoczyć grupę – po nauce pierwszych kroków w pojedynkę, ćwiczyliśmy świeżo poznane kroki również w  parach, a żeby nie było za łatwo - pary ciągle się zmieniały! Takim oto sposobem można było "obtańczyć" wszystkich uczestników!
            Po szybkiej i energicznej cha-chy przyszedł czas na kolejną część zajęć - walca angielskiego.  Teraz zdecydowanie trzeba było zapomnieć o ruchach bioder czy szybkich krokach - przyszedł czas na ramę, która wbrew pozorom do prostej czynności nie należy. Podobnie jak miało to miejsce przy cha-chy, zostaliśmy oczarowani kolejnym tańcem. Bardzo szybko zostały opanowane podstawowe kroki, mogliśmy płynąć i oddać się całkowicie walcowi angielskiemu. W oddali z pięknych marzeń przedzierał się jedynie głos: "trzymać ramę", właśnie, rama! Tak, tak, zdecydowanie trzeba będzie jeszcze poćwiczyć ten element...
            Zajęcia, które cały tydzień pojawiały się w mojej głowie na każdym kroku (tanecznym?), wypadły rewelacyjnie! Profesjonalizm naszych trenerów przeszedł moje oczekiwania. Lekcje, sposób prowadzenia zajęć, stosunek do uczestników - brawo Panowie! Prawdą jest, że jeżeli człowiek podchodzi do czegoś z pasją, z sercem - można przenosić góry i to było nie tylko widać na zajęciach, to się po prostu czuło. Dowód? Daleko nie trzeba szukać - kolejne zajęcia przyciągnęły kolejne nowe osoby! A ja? Na pewno nie żałuję, że postanowiłem uczestniczyć w tak ciekawych zajęciach. Zmiany są potrzebne i teraz nawet moja droga do pracy wygląda już zdecydowanie inaczej: 1,2,3 cha, cha-cha! 

Odsłony: 1975